8°C całkowite zachmurzenie

KOLEDZY Z PIERWSZEJ BRYGADY

Niezrozumiani od początku, opuszczeni do końca, z uczuciem pustki, zawodu i szalonej goryczy w piersiach, dzierżyliśmy sztandar niepodległości, sztandar walki.Rok 1917, zima, front włoski. "W południowym Tyrolu na nowym San Domingo, zapomniani czy na banicję skazani przez własne społeczeństwo, niezrozumiani od początku, opuszczeni do końca, z uczuciem pustki, zawodu i szalonej goryczy w piersiach, dzierżyliśmy sztandar niepodległości, sztandar walki" - opowiadał później o tym czasie 26-letni wówczas obywatel austriacki, podporucznik Andrzej Tadeusz Hałaciński.

 

Walczyli w trudnych warunkach: mróz, burze śnieżne, lawiny. Linie frontu przebiegały przez alpejskie szczyty. Straty były ogromne po obu stronach, austrackiej i włoskiej.

Podporucznik Hałaciński postanowił w końcu spełnić obietnicę daną rok wcześniej kapitanowi Stefanowi "Zielanowi" Zielińskiemu - i napisać słowa do popularnej melodii granej chętnie przez wojskowe orkiestry. Prawdopodobnie był to marsz M. D. Tomnikowskiego "Pieried razlukoj" ("Przed rozstaniem"), do którego w latach 90-tych odnalazł nuty badacz polskiej pieśni hymnicznej prof. Wojciech J. Podgórski.

Uwięzieni w Alpach żołnierze potrzebowali pieśni dla podtrzymania ducha. Ginęli na nie swojej wojnie. I było im tym trudniej, że poznali już smak wolności: w sierpniu 1914 r. brali udział w marszu z parku sportowego Oleandry w Krakowie do Kielc. Wkroczyli do tego miasta 12 sierpnia jako Pierwsza Kompania Kadrowa. Na czele stał Józef Piłsudski. W grudniu formacja zyskała miano Pierwszej Brygady i pod tą nazwą przeszła do historii.

"Żebracza nuta"

Co robili w zimowe wieczory na froncie włoskim? Pewnie wspominali dwa lata służby w Legionach, zmarłych kolegów, bitwy.

Wspominał też Hałaciński, który służył w 5 Pułku Piechoty Legionów. Za obronę pozycji nazwanych - z szacunku dla obrońców - Polskim Laskiem lub Redutą Piłsudskiego pod Kostiuchnówką w lipcu 1916 r. otrzymuje srebrny krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari. Nie sam, odznaczenie trafia też do sierżanta Jana Sadowskiego. To ich plutony odpierały ataki rosyjskiej piechoty i obroniły redutę.

Od tej pory Hałaciński nie rozstaje się nigdy z legitymacją z numerem 6571 potwierdzającą to odznaczenie. Dwadzieścia kilka lat później okaże się to bardzo ważne, gdy przyjdzie identyfikować jego zwłoki, odnalezione w zbiorowym grobie, w lasku koło Smoleńska.

Ale na razie jest rok 1917. Po tzw. kryzysie przysięgowym i rozwiązaniu Legionów Hałaciński zostaje - w ramach represji - wcielony do armii austriackiej. Wraz z kolegami z Pierwszej Brygady trafia na najgorszy odcinek: do Tyrolu.

Mieli poczucie krzywdy, potrzebę buntu i szukali słów, by to wyrazić. A Hałaciński był towarzyski, lubił pisać. Niestety, był też kompletnie niemuzykalny. W drodze ze Spormagiore do Trattori koledzy musieli mu nieustannie nucić melodię, której nie potrafił zapamiętać.

Jest grudzień 1917 r., Terlago koło Trydentu. Kapitan Józef Olszyna-Wilczyński organizuje wieczór zakrapiany winem. Hałaciński śpiewa wtedy po raz pierwszy dwie zwrotki swojej pieśni. Po latach powie: "Z pewnym trudem skonstruowałem z pamięci obie zwrotki, które koledzy z zapałem powtarzali, a kolega "Zielan" zawzięcie utrwalał na papierze".

Pierwsze słowa brzmiały: "Legiony to żebracza nuta...".

Pieśń zaczęła krążyć po frontach I wojny. Natomiast jej autor nie miał już ochoty walczyć w austriackim mundurze: ucieka z frontu włoskiego i przedziera się do Warszawy. Niestety, ktoś donosi. W więzieniu wojskowym na placu Saskim Hałaciński pisze dalej. W maju 1918 r. powstaje zwrotka zaczynająca się od słów: "Umieliśmy w ogień zapału...".

"Żołnierska buta"

Po wyjściu na wolność Hałaciński wstępuje do Polskiej Organizacji Wojskowej. W listopadzie 1918 r. uczestniczy w rozbrajaniu oddziałów austriackich, po czym obejmuje dowództwo batalionu zapasowego w Radomiu. W 1919 r. zostaje oficerem informacyjnym Dowództwa Okręgu Generalnego Warszawa.

To ważny rok w jego życiu. W stolicy poznaje Zofię Świerczewską, pobierają się. Będą mieć troje dzieci: pierwsze, Wanda, umiera na szkarlatynę; potem na świat przychodzi Przemysław, po 12 latach Bogumił.

Często się przeprowadzają. Po wojnie polsko-bolszewickiej Hałaciński pracuje w polskim konsulacie w Berlinie. Później, po przejściu w stan spoczynku, zostaje starostą w Brzesku i Okocimiu, następnie notariuszem w Łucku. Ma już stopień podpułkownika.

Nie przestaje pisać. Drukuje w wileńskim piśmie "Reduta", w "Kurierze Wileńskim" i tygodniku "Na Straży" (dostaje wyróżnienia literackie).

Jednak prawdziwą popularność przynosi mu dopiero sprawa w sądzie polubownym o ustalenie autorstwa utworu znanego już wówczas jako pieśń "My, Pierwsza Brygada".

Środowisko legionistów orientowało się, że to on jest autorem. Podczas pierwszego zjazdu legionistów w Krakowie noszono go na ramionach w kawiarni Jama Michalikowa, a weterani odśpiewali mu "Pierwszą Brygadę".

Jednak oficjalnie aż do 1925 r. nie przyznawał się, że pieśń jest jego dziełem. "Z bezpretensjonalnej piosenki żołnierskiej stała się hasłem, symbolem. Przestałem czuć się jej właścicielem, stałem się jednym z tej grupy ludzi, z tego obozu, który zrobił z niej swą pieśń sztandarową. Stała się własnością ogółu i zapragnąłem, by taką bezimienną własnością ogółu pozostała" - pisał na łamach "Polski Jutrzejszej" w 1928 r.

Rzeczywiście, podczas zjazdu legionistów w Lublinie, 10 sierpnia 1924 r., zaintonował ją sam Piłsudski i podniósł do miana hymnu legionowego.

Marszałek mówił wówczas: "Dziękuję panom za najdumniejszą pieśń, jaką kiedykolwiek Polska stworzyła". Użył liczby mnogiej, bo pewnie uważał ją za zbiorowy dorobek.

I rozpoczął nowy rozdział w jej historii.

"Nie chcemy już od was uznania"

Jako oficjalny hymn Legionów utwór zaczyna mieć wielu ojców. Jej autorstwo przypisują sobie m.in. chorąży 1. Pułku Artylerii Legionów Kozar-Słobódzki oraz legionista z 6 batalionu I Brygady Tadeusz Biernacki. Według jednej z wersji pieśń bazowała na utworze "Legiony to są Termopile", a jej autorem miał być lwowski poeta i śpiewak Ludwik Hnatowicz, który poległ w 1915 r.

Najaktywniejszy okazał się Biernacki: w 1924 r. został przyjęty przez Piłsudskiego jako autor pieśni. On i jego świadkowie twierdzili, że pisał ją w 1917 r. w drodze z Modlina do obozu internowania w Szczypiornie i po wyjściu na wolność w 1918 r.

Spór stał się w środowisku tak gorący, że Piłsudski polecił zbadać sprawę.

Na pierwsze zebranie sądu polubownego Biernacki nie przyprowadza świadków, na drugie nie przychodzi. W 1926 r. wydaje natomiast własnym sumptem broszurę, w której opisuje dzieje pieśni i powtarza, że to on ją napisał.

Sprawa ciągnie się latami, głównie na łamach prasy. W 1928 r. Bolesław Mieszkowski udowadnia w "Polsce Jutrzejszej", że autorem jest Hałaciński. Ten w kolejnym numerze zamieszcza "List otwarty do Związku Literatów w Warszawie", w którym prosi o zbadanie sprawy. Wtedy też po raz pierwszy publicznie przyznaje się do napisania tekstu.

W 1937 r. Hałaciński składa w Wojskowym Biurze Historycznym w Warszawie dokumentację (60 stron maszynopisu) swego autorstwa, popartą oświadczeniami świadków, m.in. gen. Olszyny-Wilczyńskiego, płk. Glutha-Nowowiejskiego, płk. Broniowskiego i mjr. Zielana-Zielińskiego.

Wyrok sądu przyznaje mu autorstwo trzech pierwszych zwrotek i refrenu, natomiast Biernackiemu sześciu dalszych zwrotek. Których? Pieśń ma już wtedy tyle wersji, że rozstrzygnięcie, jakie są tymi właściwymi, wydaje się niemożliwe.

Wyrok zapadł w 1939 r.; od tego czasu obaj, Hałaciński i Biernacki, występują w śpiewnikach jako współautorzy.

"Na stos"

Ale w 1939 r. wszyscy żyją już czymś innym. W Europie szykuje się kolejna wojna. Jej ofiarami staną się także bohaterowie tej historii.

Tadeuszowi Biernackiemu udaje się przeżyć. Służy w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Po wojnie zostaje pozbawiony przez władze komunistyczne obywatelstwa polskiego. Umiera w 1974 r. w Szwajcarii.

Andrzej Tadeusz Hałaciński zostaje zmobilizowany w sierpniu 1939 r. Otrzymuje przydział na komendanta miasta Kowla. Przypina szablę do pasa i szybko żegna się z rodziną. Potem przychodzi od niego jeden list. Pisze, że jest w niewoli sowieckiej, ale za to z kolegami z Pierwszej Brygady. Zapewne chodziło mu o przyjaciela Jana Sadowskiego, z którym był pod Kostiuchnówką.

Żona pali list na kilka dni przed wywózką do Kazachstanu 14 kwietnia 1940 r.

Zofia Hałacińska nie przeżyła wojny. Zmarła w 1943 r. w kazachskim Kustanaju.

Kiedy wiosną 1940 r. wraz z 6-letnim synem jechała w bydlęcym wagonie na Wschód, nie wiedziała, że od kilku dni jest wdową: jej męża wywieziono z Kozielska rankiem 9 kwietnia. Był wśród 212 oficerów, którzy zginęli w nocy z 9 na 10 kwietnia na uroczysku Kozie Góry, zwanym dziś lasem katyńskim. Wcześniej w tym kierunku wyjechał major Sadowski. Obu zidentyfikowano trzy lata później po legitymacjach Virtuti Militari.

Dokumenty, pamiętniki i notatniki wydobyte z grobów katyńskich badała specjalna komisja, a później historycy. Z pamiętników odnalezionych w Katyniu wynika, że w niewoli Hałaciński dalej pisał i organizował wieczory poezji. 28 listopada podporucznik Dobiesław Jakubowicz zanotował informację o "ciekawym wieczorze wspomnień ppłk. Hałacińskiego", a podporucznik Zbigniew Przystasz dopisze w swoich notatkach przy tym nazwisku: "10 dni". Prawdopodobnie oznacza to ukaranie bohatera wieczoru karcerem.

Wiersze dedykuje kolegom i ofiarowuje jako prezenty. Kartki z nimi trzymają w kieszeniach mundurów, płaszczy. Odnaleziono je po ekshumacji w 1943 r. Przepisane ręcznie utwory trafią do Krakowa, gdzie pracownicy Państwowego Instytutu Medycyny Sądowej przepiszą je z kartek, przesiąkniętych zapachem rozkładających się ciał. To dowody zbrodni.

Zespołem kieruje dr Jan Zygmunt Robel, który część protokołów wysłał do Londynu jeszcze za niemieckiej okupacji.

W liście pułkownika Radwana-Pffeiffera (prezesa koła żołnierzy 5. Pułku Piechoty Legionów w Anglii) do Jana Ciałowicza z 1959 r. czytamy: "W sprawie A. Hałacińskiego (...) nie wiemy, aby coś drukował. Interesował się bardzo życiem literackim. Pisał wiersze raczej dorywczo. Jest autorem pieśni "My, Pierwsza Brygada", którą napisał w 1917 w Tyrolu, będąc w armii austriackiej. Z natury był usposobienia sentymentalnego, lirycznego. Charakter miał nieustępliwy, szczególnie w sprawach polskości, co można uznawać za nacjonalizm nieprzejednany. Przekonań lewicowo-postępowych. Zginął zamordowany przez bolszewików w Katyniu. Przebywając w Starobielsku, był kilkakrotnie karany przez władze obozowe za podtrzymywanie ducha wśród jeńców".

Przez wiele lat po wojnie "Pierwsza Brygada" jest zakazana. Tak jak prawda o Katyniu.

Młodszy syn Hałacińskiego (i mój ojciec) po wojnie wraca z Kazachstanu do Polski. Rodzina i brat ukrywają przed nim prawdę o śmierci ojca. Boją się.

Kiedy osiąga pełnoletność, dostaje w prezencie "Ilustrowany Kurier Polski" z 18 kwietnia 1943 r., "gadzinówkę" drukowaną za zgodą władz niemieckich. Na pierwszej stronie informacja o grobach katyńskich i zdjęcie zmasakrowanej głowy gen. Smorawińskiego. Na drugiej stronie: zdjęcie legitymacji Virtuti Militari z rozmazanym profilem mężczyzny w mundurze. Obok informacja, że w Gniezdowie pod Smoleńskiem znaleziono zwłoki generałów Bohatyrewicza, Smorawińskiego i pułkownika Hałacińskiego.

Przechowuje tę niemiecką "gadzinówkę" do dziś.

na zdjęciu Pierwsza Brygada Legionów:
Andrzej Tadeusz Hałaciński pierwszy z lewej w szeregu siedzących

KOLEDZY Z PIERWSZEJ BRYGADY komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się