-5°C zamglenie

Rozmowa z moją kandydatką na radną dzielnicy

wywiady, Rozmowa moją kandydatką radną dzielnicy - zdjęcie, fotografia

Z Beatą Zasada-Wysocką rozmawia Joanna Karmalska

Beata znamy się wiele lat i wiem, że nie lubisz się lansować, ale sama wiesz, że czasami trzeba i ten czas właśnie nadchodzi. Powiedz coś o sobie naszym czytelnikom?

Najtrudniej zacząć! Prywatnie jestem spełnioną kobietą: żoną, matką dorosłych już synów: Jaśka i Mikołaja. Od lat mieszkam na osiedlu Potok, moja parafia to kościół św. Wyznawców: ojca Rafała Kalinowskiego i brata Alberta Chmielowskiego. Zawodowo obcuję z książkami, które kocham od dzieciństwa i dlatego każdy dzień bez kilku  choćby stronic aktualnie czytanej książki uważam za zmarnowany. Jestem też radną w naszej dzielnicy i redaktorką naszego lokalnego Informatora Żoliborza, który wydajemy społecznie z przyjaciółmi już prawie 20 lat. Wspominam o tym na końcu, bo pewnie wątek samorządowy pociągniemy mocniej.

 

Co Cię w naszej małej samorządowej ojczyźnie najbardziej interesuje? Co Cię mówiąc kolokwialnie kręci?

Najbardziej lubię bezpośredni kontakt z mieszkańcami, więc zawsze reaguję na każdą konkretną sprawę, problem. Czy to czyjś indywidualny ( jestem w komisji mieszkaniowej, więc  jest szereg  spraw bytowo-mieszkaniowych) czy też jest to jakaś interwencja dotycząca tej „przysłowiowej dziury w chodniku” lub innego lokalnego problemu, który jest jakoś uciążliwy dla konkretnych osób. Jedno jest pewne, żoliborzanie coraz  bardziej interesują się swoim najbliższym otoczeniem. W tej kadencji odebrałam dużo więcej telefonów od zatroskanych mieszkańców niż w poprzedniej. I to jest bardzo budujące! Natomiast na pytanie co mnie osobiście kręci? to jednak zdecydowanie muszę powiedzieć, że historia naszej dzielnicy i zachowanie jej tożsamości.  Wiem, że naszych mieszkańców też to obchodzi. Podam przykład. Gdy buldożery rozjeżdżały naszą starą ruderkę przy ul. Potockiej, to nasi mieszkańcy natychmiast zainteresowali się, co się stanie z tablicą upamiętniającą mord na ludności cywilnej rozstrzelanej w tym miejscu w czasie Powstania Warszawskiego. Złożyłam w tej sprawie stosowne zapytanie i mam  zapewnienie Inwestora, że tablica została bezpiecznie zdemontowana i wróci odpowiednio wkomponowana w nowo powstający budynek. Będę sprawę w dalszym ciągu pilotować. Takich miejsc pamięci jest zresztą na Żoliborzu znacznie więcej.

Jesteś przewodniczącą Komisji Oświaty. Edukacja to ważne zagadnienie. Jak oceniasz naszą żoliborską oświatę?

Oświata to nie jest łatwy temat. Za nami wdrażanie poważnej reformy oświatowej, z którą samorząd musiał się zmierzyć. Nie mam wątpliwości, ze reforma była konieczna, jako matka na własnych dzieciach obserwowałam edukacyjne niedomagania systemowe. Natomiast nasze  główne żoliborskie problemy to  przeciążona podstawówka przy ul. Mścisławskiej oraz ciągle niewystarczająca liczba miejsc w naszych przedszkolach. I dlatego nie można nie zauważyć, że mamy nowy zespół żłobkowo-przedszkolny przy ul. Rydygiera, który znacznie rozładował problem przedszkolny. Cieszy również, że w tempie błyskawicznym rozbudowana została S.P nr. 65.  Docelowo będzie się w niej uczyć 225 dzieci. Już w tej chwili jest oddanych kilka klas lekcyjnych. Będzie też zespół żłobkowo-przedszkolny przy ul. Ficowskiego, na którą to dosłownie kilka dni temu miasto przyznało 15 mln. Mogę zatem powiedzieć, że Żoliborz w kwestii inwestycji oświatowych idzie jak burza.

Kandydujesz z listy Prawa i Sprawiedliwości?

Tak i dobrze mi z tym! Bacznie obserwuję scenę polityczną i jak większość moich rodaków ubolewam nad rozkładem naszej wspólnoty. Osobiście unikam ostrych reakcji na to co się wokół nas dzieje. Jednak w ocenie mojego sumienia wiem po której stronie jest racja stanu. Kilka tygodni temu byłam na spotkaniu na Żoliborzu z naszym kandydatem na prezydenta Patrykiem Jakim. Sympatyczne, merytoryczne spotkanie zakłócała cały czas grupka agresywnych, wulgarnych osób. Tak jest na wszystkich spotkaniach naszego kandydata. Tymczasem nikomu z naszych zwolenników nie przyszło by do głowy, żeby w taki sposób „rozwalać” spotkanie z kandydatem Trzaskowskim lub innym. Dla mnie jest to bardzo wymowne i jednoznaczne. Czyżby brakowało argumentów innych niż destrukcja? A tymczasem Warszawa potrzebuje nowej energii i konstruktywnej zmiany.

Dziękuję za rozmowę

 

 

 

Rozmowa z moją kandydatką na radną dzielnicy komentarze opinie

  • gość 2018-09-28 21:23:51

    Czy koledzy i koleżanki z PISu wiedzą co robi Pani mąż ?

  • gość 2018-10-19 12:52:43

    Pani Beato jest Pani mądrą ideową kobietą w przeciwieństwie do kandydatki na radną .Nowoczesnej Jolanty z Procho. pełnej do wszystkiego co polskie i narodowe. Pamiętamy jak .Nowoczesna aj waj Jola niedawno obrażała NASZ NARÓD " My jesteśmy bardzo przeciętnym, niewykształconym, głupim narodem" .

  • gość 2018-10-19 23:13:20

    DLA Durlika, Ożyńskiego i reszty lewicy liberalnej z MIASTO JEST NASZE... NIE!!! Przypominam ze słowem LEWICA kojarzą się nieudolność, nielegalność, czy nieuczciwość na przykład: załatwianie spraw na lewo, lewe interesy, wyjście na lewiznę, czy posiadanie obu lewych rąk. To co proponujecie to wolność destruktywna, wolność bez odpowiedzialności, a właściwie wolność od odpowiedzialności.Tolerancja dla lewicy oznacza bezwarunkową aprobatę wszelkich dewiacji i aberracji, czegokolwiek i kogokolwiek co Lewica uważa za prześladowane bądź upośledzone. To WY LEWAKI kosztem autonomii jednostek popieracie przodujące klasy,rasy panów czy mniejszości postępowe dążąc do zniszczenia tego wszystkiego, co nie odzwierciedla lewicowego ideału równości i jednakowości...

  • gość 2018-11-16 12:55:07

    PANI BEATO POPLYNELISCIE RAZEM Z PANEM JAKIM HUH

Dodajesz jako: Zaloguj się