3°C słabe, przelotne opady deszczu

Panowie Burmistrzowie, co macie w szufladach?

Na ostatniej 39 sesji rady Żoliborza, radni opiniowali ubiegłoroczne wykonanie dzielnicowego załącznika do budżetu Warszawy. W 2013 roku na inwestycje majątkowe wydano kilka procent z przyznanych Żoliborzowi środków.


Zwracając uwagę na to, że jest to ostatnia tego rodzaju uchwała w tej kadencji, zadałem retoryczne pytanie: jakie obecny zarząd dzielnicy pozostawia swoim następcom przygotowane projekty inwestycji? Czy teraz, po siedmiu latach szuflady się zapełniły?
Przez dwie ostatnie kadencje samorząd Żoliborza zainwestował tyle, co kot napłakał.  Kilkuprocentowy poziom inwestycji majątkowych uważam za niewystarczający.


Siedem lat temu, kiedy jeszcze nie było kryzysu finansów, jako przyczynę praktycznego braku dzielnicowych inwestycji podawano zastane „pustki w szufladach" - brak przygotowanych projektów inwestycyjnych. Potem obwiniano kryzys i mizerie budżetu Warszawy.
Czy w kolejnej, siódmej kadencji żoliborskiego samorządu, za brak przygotowanych projektów inwestycyjnych, następcy obecnych władz, znów za brak inwestycji będą obwiniać poprzedników?

To nie budżet, to załącznik do budżetu
Żoliborz nie ma budżetu. To nie budżet, to załącznik do budżetu Warszawy. Już obywatele mają lepiej niż samorządowcy, bo oni mogą w obrębie swoich środków poczuć się suwerenami!
W Warszawie, istnieje tylko budżet miasta stołecznego, dzielnice nie uchwalają, ale wyrażają opinię, z którą Urząd Miasta nie musi się zgodzić. Dzielnica nie ma osobowości prawnej, nie może zaciągnąć zobowiązań finansowych. W takiej sytuacji jednostkę pomocniczą - dzielnicę, można porównać do nastolatka, który otrzymuje od dorosłego Miasta „kieszonkowe” na swoje zadania.
Co więcej, jeśli tego „kieszonkowego” w ciągu roku nie wydasz, to nadwyżka przepada, złe miasto zbiera do wspólnej kasy to jest do miejskiego budżetu. W dzielnicy zostają jedynie „środki niewygasające” to jest taki oznaczony pieniądz, który jest związany z finansowaniem inwestycji o cyklu realizacji wieloletnim.

Trudne  realizacja inwestycji
Trudne jest gospodarowanie w takich warunkach. Burmistrz, jeśli nie jest mieszkańcem dzielnicy traktuje Ją trochę jak najemca mieszkanie, w który spędzi najwyżej cztery lata, zanim go polityczna koniunktura zmiecie.
W takiej sytuacji trudno planować, przygotowywać inwestycje o cyklu wieloletnim, ale można planować i realizować inwestycje „jednoroczne”, a z tym też przez ostatnie dwie kadencje słabo..
Rozumiem, w pierwszej kadencji obecnej koalicji można było za własne lenistwo obwiniać poprzedników. Siedem lat temu, odpowiedzialny za realizację inwestycji infrastrukturalnych zastępca burmistrza tej i poprzedniej kadencji pytany, dlaczego tak słabo z inwestycjami, jako przyczynę praktycznego braku dzielnicowych inwestycji podawał zastane „pustki w szufladach".

Skąpstwo czy szczodrość?
Włodarze dzielnicy muszą się troszczyć o przychylność księgowego wielkiego budżetu miasta. Nigdy nie wiadomo, jakimi preferencjami będzie się kierował wielki budżet miasta przyznając środki dzielnicom. Pewne są tylko tak zwane wydatki sztywne, które w uproszczeniu można sprowadzić do oświaty, pomocy społecznej i urzędu dzielnicy, ale czy coś ponad to skapnie do załącznika dzielnicowego?  Czy preferowana będzie ubiegłoroczna dyscyplina w wykonywaniu strony dochodowej, czy nadwyżka dochodów nad wydatkami?
Nie wiedząc tego, a wiedząc ze gospodarujemy w realiach raczej kieszonkowego niż w budżetowych, nie można odpowiedzieć odpowiedzialnie na pytanie, czy brak dochodów w 2013 roku ze zbycia nieruchomości był szkodliwy, czy paradoksalnie, korzystny dla dzielnicy?
Czy oszczędności poczynione przez zarząd dzielnicy, powodujące powstanie w ubiegłym roku nadwyżki wpływów do kasy nad wydatkami, były z punktu widzenia interesu dzielnicy korzystne? Czy też tylko zmniejszyły miejski budżetowy „deficyt bez dna”, a w przy podziale kolejnego wielkiego miejskiego budżetu już nikt o tym nie będzie pamiętać?

Do wyborów zostało 8 miesięcy. To wystarczająco dużo czasu, by pomyśleć o perspektywie 2018 roku.
Czas zatrzymać ten trwający siedem lat inwestycyjny bezruch. Skoro włodarze dzielnicy nie mają zbyt wielu wyznań do zrealizowania w obrębie tej kadencji, to może należałoby wykorzystać ten czas na przygotowania projektów inwestycyjnych przyszłej kadencji.
Jeśli pan zastępca burmistrza Witold Sielewicz sądzi, że będzie trzecią kadencję odpowiadać za inwestycje, to już teraz powinien szykować sobie materiały do pracy.

Grzecznie radzę

Panowie Burmistrzowie, co macie w szufladach? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na iZoliborz.pl