Nie ma domu, ani pokoju, w którym pisał wybitny poeta i żołnierz – Tadeusz Gajcy. Z jego domu nie zostało ani śladu.

 

„Wywiodę noc wiosenną przed zwalony dom”
Tadeusz Gajcy „Przesłanie”

Był. Ale już od kilku dziesiątków lat go nie ma. Został zwalony. Tak, jak to zobaczył w swoim wizyjnym wierszu poeta. Na jego miejscu postawiono bloki, „bowiem bezkształtne i nowe wieżowce są u nas ważniejsze od domu poety, od autentycznej scenerii jego widzenia i pracy”(*). Nie ma więc domu, ani pokoju, w którym pisał wybitny poeta i żołnierz – Tadeusz Gajcy. Z jego domu nie zostało ani śladu.

Stał na Marymoncie, przy ulicy Międzychodzkiej 27. Parterowy, dosyć duży, dwurodzinny, z ogrodem. Mieszkały w nim osoby znane z licznych talentów, zamiłowania do piękna natury i dobroci serca. Był to dom rodziców poety – Ireny i Stefana Gajcych. Do końca swoich dni mieszkała tam także babka Tadeusza – Aurelia Stanisława Zmarźlik. To ona tak mocno ukształtowała osobowość przyszłego poety. Była bardzo silnie związana z wiarą, którą przekazywała mu od najwcześniejszego dzieciństwa. Słuchał jej rad, była dla niego oparciem i powiernicą w trudnych chwilach. Dlatego w licznych utworach Gajcego odniesienie do Boga zajmuje poczesne miejsce, dominuje nuta mistycyzmu.

Babka Poety i moja babcia Aleksandra były rodzonymi siostrami. Z tego to pokrewieństwa wywodzę wspomnienie o nieistniejącym od dawna domu.

Obydwie siostry były niezwykle związane z Bogiem. Aleksandra bardzo wcześnie owdowiała. Mimo urody i pracowitości nie wyszła powtórnie za mąż. Poświęciła się wychowaniu synów: Tadeusza – mojego przyszłego Taty i Czesława. Wstąpiła do III Zakonu Św. Franciszka Salezego.

Moja dziecięca pamięć do dziś przechowała taki obraz. Po śmierci Aleksandry babka Poety przyjechała ubrać swoją siostrę na spotkanie z Przedwiecznym, w brązowy franciszkański habit z białym sznurem.

Kiedy jeszcze stał dom na Marymoncie moja rodzina często tam przyjeżdżała. Ojciec Poety – Stefan, był chrzestnym mojej najmłodszej siostry Mirosławy. Łączyły nas wszystkich serdeczne, rodzinne więzy. Po śmierci wujka Stefana często odwiedzałam zawsze optymistyczną, wesołą i dowcipną Irenę. Przyjeżdżałam tam ze swoją paroletnią córką, Moniką. Bawiła się w ogrodzie, zrywała szafirki, których bukieciki zabierałyśmy do swojego mieszkania. Teraz, gdy mijam uliczne kwiaciarki z niebieskimi bukiecikami, stają mi przed oczami te miłe popołudnia spędzane na pogawędkach. Piłyśmy herbatę z samowara. Ciocia zachowała piękne, jeszcze przedwojenne, porcelanowe filiżanki, które jakimś cudem przetrwały zawieruchę Powstania. Za każdym razem wybierałam inną. Matka Tadeusza opowiadała mi ciekawe anegdoty o czasach przedwojennych, o Powstaniu Warszawskim, o śmierci pierworodnego syna, który zginął wraz ze swoim najlepszym, nierozłącznym przyjacielem, w ruinach, jakie powstały z reduty Arsenału. Był to Zdzisław Stroiński. Dużo także opowiadała o swoim bracie Stanisławie Zmarźliku, późniejszym baletmistrzu, który pod pseudonimem STANLEY BARRY zasłynął w europejskim świecie baletu, teatru, filmu.

Pod koniec swojego życia, za pośrednictwem cioci Ireny, nawiązał kontakt ze mną. Fragmenty tej interesującej znajomości zamieściłam w książce „Penser PARIS... Gdy myślę PARYŻ”, wydanej przez Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Francuskiej w 2011 r.

Był taki dom. Dawno go nie ma. Nie ma też jego mieszkańców. Tańczą tam daleko poza chmurami, przed obliczem Przedwiecznego, bo wszyscy byli radośni. Uwielbiali zabawy, taniec i śpiew. Niekiedy przez moje życie przemykają ich cienie. Znienacka natrafię na fotografie, odkryją się jakieś kartki z pozdrowieniami, bądź list.

Tadeusz Gajcy też był wesołym chłopcem, pełnym energii, humoru, przekory. Cenił wdzięk sytuacji groteskowych. Lecz tak samo jak całe jego pokolenie, czuł nieuchronnie nadchodzącą śmierć. Dlatego też słowo „dom” dosyć często pojawia się w jego wierszach. Było to jego ukochane miejsce, tu, jeszcze na tej ziemi.

W wierszu „Żegnając się z matką”:

„... dalej niebo, dom mój i księżyc
opuszczony jak Ty i młodość...”

W „Widmach”:

„Z dymu będzie dom twój i sen
a z płomienia wieczność zupełna”

W „Przesłaniu”:

Wywiodę noc wiosenną przed zwalony dom

W „Do potomnego

„... jeden tylko wspólny dom
który nade mną w tobie rośnie”

Nie istnieje dom poety, zburzony szybko pod wieżowce. Został jednak na wieczność „wspólny dom” – jest to jego niezwykła poezja. Jest każdego, kto zechce wziąć do ręki tomik wierszy. Ten dom wspólny istnieje w słowie, ulotnym, ale najtrwalszym.

Co zostało materialnego z domu Poety do dziś? Z codziennych przedmiotów, książek, które są nie tylko takimi zwykłymi pamiątkami? Zostało niewiele.

Co jest u mnie. Odwiedzając mnie na Powiślu, gdzie wówczas mieszkałam, ciocia Irena przynosiła mi zawsze jakieś podarunki. Zatem w mojej bibliotece są dwie książki będące własnością Tadeusza Gajcego. H. Ibssen z 1883 r. i J.W. Goethe z 1858 r. wydany w Stuttgarcie i Augsburgu. Myślę, że przeznaczone były do tłumaczenia, wszak młody poeta był zdolnym tłumaczem.

Przekładał poezję T. Storma, H. Heinego, S. George’a, Dl. Liliencrona, F. Čelakovsky’ego i Horacego.

Niestety przedwczesna śmierć przerwała wszystkie plany. Tak samo jak i wspaniałych poetów tego pokolenia: K. Baczyńskiego, Z. Stroińskiego, W. Bojarskiego, A. Trzebińskiego i wielu, wielu innych.

W mojej serwantce stoi przedwojenny, o pięknym kształcie, dzbanek do herbaty, z jedyną filiżanką z domu Gajcych. Minęło przeszło 40 lat a ja do dzisiaj piję z niej swoją zieloną herbatkę. Jest także obrus w fiołki, obszyty koronką. Był czas, że wiele kobiet z mojej licznej rodziny ozdabiało obrusy i firanki koronką. I ja też długo to robiłam.

Jest także duży, brązowy fajansowy talerz, z biało-różową, kwitnącą gałązką jabłoni.

Jest trochę fotografii z różnych spotkań. Te załączone poniżej to z uroczystości nadania imienia Tadeusza Gajcego Szkole Podstawowej nr 58 w Warszawie przy ul. Mieszka I nr 7. Uroczystości patronowało piękne motto z „Pieśni o Ojczyźnie” K.I. Gałczyńskiego:


„Kto idzie przez życie z Ojczyzny imieniem,
w zwycięstwo ten idzie w słońce”



80-letnia Matka Poety, Irena Gajcy ogląda w Izbie Pamięci
zgromadzoną prasę powstańczą. Obok Jej wnuk.




Matka poety i Jej wnukowie wpisują się do Złotej Księgi szkoły

Nie tylko ja, ale i moja młodsza siostra Hanna, otrzymywała od Cioci najrozmaitsze upominki. Znała nas od dziecka, powierzała swoje pamiątki – w dobre ręce.

Oto pamiątkowa fotografia, kiedy Hania przekazuje dla Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza w Warszawie zdjęcie Tadeusza w kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Podobną fotkę przekazała Muzeum przy ul.Okopowej.

Był taki dom i byli tacy piękni ludzie. Zostały zapisane tylko krótkie fragmenty wspomnień. Co jest w tym miejscu teraz? Stoją bloki, takie same jak wszędzie. Niegdyś szare, dziś odmalowane w tęczowe kolory. Jest niewielka uliczka imienia Poety, nie różniąca się niczym od innych ulic.
Na jakimś blaszanym garażu napis graffiti GAJCY. I on mi się podobał. Litery wielobarwne, jakby trochę gotyckie. Zadałam sobie pytanie, czy młody utalentowany malarz wie, kto to był? I to jest wszystko, co jest teraz na pamiątkę w tym miejscu.

Jeszcze raz pozwolę sobie zacytować słowa Grażyny Gronczewskiej ze wstępu „Od potomnego”. Dom poety został wyburzony, nie pozostał po nim żaden ślad, ale istnieje i trwać będzie:„... żywy dom słowa, ruchomy, serdeczny i zwielokrotniony, rosnący ciągle w pamięci miłośników jego giętkiego, ciemnego, bujnego wiersza. Dom wspólny, bez którego trudno myśleć o ciągłości, tożsamości i jednorodności polskich losów”.*

* Tadeusz Gajcy: „Do potomnego”. Wstęp „OD potomnego” – G. Gronczewska, ANAGRAM 1992

Agnieszka Aleksandra Archicińska
Warszawa Maj 2013 r.

Był taki dom komentarze opinie

  • gość 2015-01-11 17:26:45

    Tak ,stary Marymont jest tylko w naszej pamięci,nasza szkoła gdzie uczęszczałem wraz Pawłem Gajcy i Antonim Gajcy u ,,Ciotek,istnieje,pózniej zabrano moim rodzicom teren przy Rudzkiej ,gdzie powstała nowa szkoła również nr 53.U PP.GAJCY przebywałem bardzo często.Pani Irena Gajcy i jej mąż opowiadali o powstaniu o Tadeuszu -to były dla mnie młodego człowieka fascynujace zdarzenia,.Matka Irena-tak ją wtedy nazywaliśmy-dlaczego- była Akuszerką -odbierała mnie jak i tysiące innych dzieci Marymonckich -była pierwszymi ,,dłońmi,,które nas trzymały-była w tym jakaś magia -mieliśmy potem niesamowitą więż z Tą kobietą -z łezką w oku przywołuje obrazy dzieciństwa na Starym Marymoncie i ludzi którzy tworzyli historię........

  • gość 2016-01-25 19:32:53

    Dla mnie Irena Gajcy też była ciocią Ireną, była chrzestną matką mojej mamy. Moja rodzina od lat trzydziestych mieszkała w domu przy ulicy Międzychodzkiej 27. Ja też tam mieszkałam przez pierwsze trzy lata swojego życia, a potem często tam bywałam z moją babcią, która była kuzynką i przyjaciółką cioci Ireny. Ja jednak pamiętam, że ten dom był piętrowy (mieszkaliśmy na piętrze), część, w której mieszkali ciocia Irena i wujek Marian - nie Stefan (w domu używane było jego drugie imię) :) - była parterowa, były tam dwa pokoje i kuchnia. W części piętrowej były cztery mieszkania, w jednym z nich mieszkał wujek Mietek - Mieczysław Gajcy, brat Tadeusza, ze swoją żoną Hanną i synami Pawłem i Antonim. Reszta bywała wynajmowana.
    Mam wśród swoich rodzinnych zdjęć (niestety, niewiele ich ocalało z powstania) także fotografie przedstawiające małych Tadzia i Mietka

  • Marcysia Gajcy 2016-08-04 17:30:30

    Pani Agnieszko i Drodzy Goscie. Ja jestem wnuczka Mietka, corka Pawla i bylabym tak bardzo wdzieczna gdyby udalo nam sie skontaktowac. Wszelkie opowiesci, fotografie wiele dla mnie znacza. Byc moze moglabym sie dowiedziec wiecej o swojej histori, porozmawiac o tym czasie na Miedzychodzkiej. Moj ukochany Dziadek zmarl w zeszlym roku. Gdyby zechcial ktos z Panstwa spotkac sie ze mna, prosze o kontakt.

  • Marek Stankiewicz 2016-11-14 15:28:59

    Miła Pani Marcysiu ! W latach 70 tych, poznałem Pani Ojca Pawła, w jakimś stopniu zostalimy kolegami (mam jego zdjęcie z długimi włosami ), byłem na Międzyborskiej, (drewniany porządny dom w ciemnym kolorze ),lecz potem nasze drogi się rozeszły...nie było komórek , faceeboka, i nic nie wiem o dalszych losach Pawła, dopiero teraz natrafiłem na ten artykuł, choć pojawia się imię i nazwisko Paweł Gajcy jako dyrektor Banku ,i art. malarz urodzony w 1953 roku co by się zgadzało, co przypominam sobie, że wybierał się na ASP .Serdecznie proszę o odpowiedz. Marek Stankiewicz. " [email protected]

  • Marek Stankiewicz 2016-11-16 15:25:11

    P.s. Przepraszam za błąd w nazwie ulicy, powinno być ulica Międzychodzka.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.




Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez izoliborz.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

MPG MEDIA SP z o o z siedzibą w Warszawa 02-761, Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"